poniedziałek, 14 września 2015

Spontany w cenie!

Weekendową eskapadę na Podlasie nie opatrzę żadnymi zdjęciami, gdyż chaotyczność ostatnich dni sprawiła, że zapomniałam aparatu. Niemniej mam nadzieje, że moje iście Tolkienowskie opisy (ok, trochę mniej soczyste, w języku polskim i - mam nadzieję - trochę mniej skomplikowane:)) oddadzą piękno miejsc, które miałam przyjemność zobaczyć.

Po męczącej podróży PKP na trasie Sopot-Białystok  (czy szanowne Państwo nie może chociaż zapewnić Warsu na tej długiej trasie??!!) marzyłam tylko o spacerze. 8 godzin w pozycji  na pół siedzącej na pół przyciśniętej barkiem Podróżnika zajmującego miejsce obok, robi swoje! Nawet paru godzin nie mogę wytrzymać w bezruchu, co dopiero całej trasy! Korytarze zajęte, więc o "spacerkach" nie było mowy. Pogoda niemniej wynagrodziła mi trudy i znoje podróży i zza chmur wyszło piękne, jesienne słonko. Dlatego z uśmiechem na ustach skierowałam się na starówkę w Białymstoku. Już powoli zaczynała być ona przystrajana na Dni Kultury Narodowej czy Spuścizny Europejskiej czy z jakiejś takiej okazji (którą bardzo popieram!!). Stoiska uginały się pod ciężarem sękaczy, kiszek ziemniaczanych i babek, co mój stargany pociągiem (i tylko suchym prowiantem - dziękuję Wujku za wołowinę suszoną, była jak znalazł!!:)) odczuł dobitnie i zasygnalizował, że trzeba pomyśleć o czymś ciepłym do jedzenia. Zwykle na miejsce posiłku w Białym wybierałam super restauracyjkę na uboczu, ale tym razem moją uwagę przykuł piękny lokal (lokowanie produktu konieczne!) Tokaj, serwujący węgierskie przysmaki! Naprawdę nie mogłam oderwać wzroku od karty menu, gdzie królowały - nietypowe dla nas - kasztany pod różnymi postaciami oraz ostre paprykowe gulasze. Na przystawkę zaserwowany został słony chleb z ostrą pastą paprykową - już ta zakąska sprawiła, że poczułam się jak w Hiszpanii! Tapasy do wina wskazane. Na pierwsze danie zamówiłam zupę rybną - nawet przepalone leczo podniebienia wileńszczaków stwierdziłyby że jest niezmiernie ostra. Ale również smaczna! Drugie danie zatem należało wybrać coś na contrario ostrości- i tak wybrałam przepysznie zrobioną kaczkę z fasolką, grzankami, orzechami włoskimi i kasztanami - było wyśmienite, następnym razem też wezmę! Na deser nie starczyło miejsca, ale następnym razem kasztany z rumem i bitą śmietaną będą moim pierwszym wyborem (po kaczce:D)! Oniemiała, zapragnęłam jechać na Węgry, skoro tak tam karmią!!! I do tego ceny nie takie złe (co do niektórych dań oczywiście:)). Tak pięknie zakończyłam piątek. Co działo się potem? Wytrącona długą jazdą i winem - nie pamiętam :)

Sobota również przywitała nas słońcem, dlatego skierowaliśmy się w plener. Na początku kawa w Białymstoku, a potem - Śliwno! Kto by przypuszczał, że będę pracowała kiedyś na tratwach! I jeszcze sama je (no dobra.... z pomocą;)) obsługiwała! Rewelacyjna sprawa, polecam wyprawę. Aż mnie żal ściska, że jednak nie mam z tego wyjątkowego miejsca fotografii, ale posilę się Google - przepraszam za użycie, ale trzeba to fotograficznie udokumentować! Takie widoki, super przeprawa i doborowe towarzystwo. A jeśli jechać wieczorem, można nawet zachód słońca w altance oglądać przy wtórze świergoczących ptaków i rechocie żab. Tę przyjemność zostawię sobie na następny raz!

http://www.ciekawepodlasie.pl/info.htm

http://parknarodowy.cba.pl/narwianski-park-narodowy/

Kto mówił, że w 1.5 dnia nie można zwiedzić chociaż trochę Podlasia, będąc z Trójmiasta, ten przegrał! Naprawdę jest to możliwe, czego dowodem jestem ja!


Zachęcam do krótkich krajoznawczych wypadów po Polsce, gdyż mamy naprawdę piękny Kraj, którego czasem nie doceniamy!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz