25.08.2015
Początek dnia na kawie na Pradze uważałam za najlepszą część
dnia. Jak miło się zaskoczyłam, że los jednak sprezentował mi całkowity, niepowtarzalny dalszodniowy przekrój przez atrakcje! Ale zacznijmy od początku....
Był piękny, czwartkowy poranek. Natalia jak codzień wstała o
"nieludzkiej" porze, by w spokoju zjeść śniadanie (jak zwykle
3-daniowe) przy wtórze euronews. Kolejne powodzie, zatopienia i teorie
spiskowe sprawiły, że zmieniła szybko kanał - za oknem szykował się piękny dzień
i nic nie miało go popsuć. Duży spokój dał jej RMF Classic ( przyp.red. lokowanie produktu
niezamierzone - tak jak w całym dzisiejszym poście), więc dojadła
kanapki z hand-made-humussem i avocado i wyszła z domu. Poranna Warszawa - jeszcze przed ósmą -
nie napawała optymizmem, niemniej dziewczyna przygotowała sobie mnóstwo czasu w zapasie,
by transportem bynamniej nie czterokołowym, dojechać na czas na Pragę. Była jak
zawsze pierwsza, więc - czekając na czwartkowych, przydzielonym jej na stażu,
towarzyszy - skierowała się na kawę. Jedyna otwarta (i w ogóle istniejąca....)
na Pradze kawiarnia okazała się Barem Mlecznym. Dziewczyna z rozrzewnieniem
czytała menu: naleśniki z serem i śmietaną 5 zł, kawa parzona ze śmietanką 3
zł, schabowy z ziemniakami i szpinakiem 10 zł.... Ostatecznie zdecydowała się
tylko na kawę, świeżo po porządnym śniadaniu. Niestety przy kasie okazało się,
że zabrakło jej do niej 1zł! A karty oczywiście nie przyjmowano... Pani
kasjerka najwidoczniej wstała lewą nogą, nic nie chciała wycofać... Dobrze, że nad
"biedną, małą" podróżniczką ulitował się miły Pan, który sam zapewne
wiązał ledwo koniec z końcem. Dodał do kawy złotówkę. Jednak zdarzają się jeszcze przyjazne jednostki na tym
świecie! Dziewczyna w zamian odlała mu połowę kawy, co przyjął z wdzięcznością.
I tak właśnie minął mój poranek.
A później było już tylko z górki! Zwiedziłam całą Pragę i
pobliskie dzielnicę, których nie pomnę aktualnie zajęta sączeniem kawy - tym
razem za 9,90 ale zrobioną i podaną z sercem w strefie z wi-fi - i pisaniem
tych wspominek. Zdjęcie kawy nie omieszkałam zrobić i przekazać pozdrowienia
dla super miłej Pani Dominiki! Wracając do zwiedzanych dzielnic. Natrafiałam na
przyjaznych ludzi, całą trasę przegadałam o wszystkim i o niczym z moją "opiekunką", było wprost rewelacyjnie!
Nauczyłam się ostatnio coraz więcej pozytywów widzieć w
życiu w Warszawie (bynajmniej MAM słoiki od rodziców, siostry i babć, których
też pozdrawiam ;)), ale zew trójmiasta już mnie woła... Śni mi się morze,
słońce migające wśród bałwanów fal, odbijające się od okularów "prawie jak
R.B.", zapach drinków Wielkopolszczan, który spieszyli z biurowców stołecznych nad
morze, by popławić się w sinicach. Ja jestem - Moi Drodzy - teraz u Was i
korzystam z Waszej nieobecności! Nie wracajcie, zanim pracy tu nie skończę, bo
jeszcze parę rzeczy zostało mi do zobaczenia i opisania! :)
Adios
Natalie
