Weekendową eskapadę na Podlasie nie opatrzę żadnymi
zdjęciami, gdyż chaotyczność ostatnich dni sprawiła, że zapomniałam aparatu.
Niemniej mam nadzieje, że moje iście Tolkienowskie opisy (ok, trochę mniej
soczyste, w języku polskim i - mam nadzieję - trochę mniej skomplikowane:))
oddadzą piękno miejsc, które miałam przyjemność zobaczyć.
Po męczącej podróży PKP na trasie Sopot-Białystok (czy szanowne Państwo nie może chociaż
zapewnić Warsu na tej długiej trasie??!!) marzyłam tylko o spacerze. 8 godzin w
pozycji na pół siedzącej na pół
przyciśniętej barkiem Podróżnika zajmującego miejsce obok, robi swoje! Nawet
paru godzin nie mogę wytrzymać w bezruchu, co dopiero całej trasy! Korytarze
zajęte, więc o "spacerkach" nie było mowy. Pogoda niemniej
wynagrodziła mi trudy i znoje podróży i zza chmur wyszło piękne, jesienne
słonko. Dlatego z uśmiechem na ustach skierowałam się na starówkę w
Białymstoku. Już powoli zaczynała być ona przystrajana na Dni Kultury Narodowej
czy Spuścizny Europejskiej czy z jakiejś takiej okazji (którą bardzo
popieram!!). Stoiska uginały się pod ciężarem sękaczy, kiszek ziemniaczanych i
babek, co mój stargany pociągiem (i tylko suchym prowiantem - dziękuję Wujku za
wołowinę suszoną, była jak znalazł!!:)) odczuł dobitnie i zasygnalizował, że
trzeba pomyśleć o czymś ciepłym do jedzenia. Zwykle na miejsce posiłku w Białym
wybierałam super restauracyjkę na uboczu, ale tym razem moją uwagę przykuł
piękny lokal (lokowanie produktu konieczne!) Tokaj, serwujący węgierskie
przysmaki! Naprawdę nie mogłam oderwać wzroku od karty menu, gdzie królowały -
nietypowe dla nas - kasztany pod różnymi postaciami oraz ostre paprykowe
gulasze. Na przystawkę zaserwowany został słony chleb z ostrą pastą paprykową -
już ta zakąska sprawiła, że poczułam się jak w Hiszpanii! Tapasy do wina
wskazane. Na pierwsze danie zamówiłam zupę rybną - nawet przepalone leczo
podniebienia wileńszczaków stwierdziłyby że jest niezmiernie ostra. Ale również
smaczna! Drugie danie zatem należało wybrać coś na contrario ostrości- i tak
wybrałam przepysznie zrobioną kaczkę z fasolką, grzankami, orzechami włoskimi i
kasztanami - było wyśmienite, następnym razem też wezmę! Na deser nie starczyło
miejsca, ale następnym razem kasztany z rumem i bitą śmietaną będą moim
pierwszym wyborem (po kaczce:D)! Oniemiała, zapragnęłam jechać na Węgry, skoro
tak tam karmią!!! I do tego ceny nie takie złe (co do niektórych dań
oczywiście:)). Tak pięknie zakończyłam piątek. Co działo się potem? Wytrącona
długą jazdą i winem - nie pamiętam :)
Sobota również przywitała nas słońcem, dlatego skierowaliśmy
się w plener. Na początku kawa w Białymstoku, a potem - Śliwno! Kto by
przypuszczał, że będę pracowała kiedyś na tratwach! I jeszcze sama je (no
dobra.... z pomocą;)) obsługiwała! Rewelacyjna sprawa, polecam wyprawę. Aż mnie
żal ściska, że jednak nie mam z tego wyjątkowego miejsca fotografii, ale posilę
się Google - przepraszam za użycie, ale trzeba to fotograficznie udokumentować!
Takie widoki, super przeprawa i doborowe towarzystwo. A jeśli jechać wieczorem,
można nawet zachód słońca w altance oglądać przy wtórze świergoczących ptaków i
rechocie żab. Tę przyjemność zostawię sobie na następny raz!
http://www.ciekawepodlasie.pl/info.htm
http://parknarodowy.cba.pl/narwianski-park-narodowy/
Kto mówił, że w 1.5 dnia nie można zwiedzić chociaż trochę
Podlasia, będąc z Trójmiasta, ten przegrał! Naprawdę jest to możliwe, czego
dowodem jestem ja!
Zachęcam do krótkich krajoznawczych wypadów po Polsce, gdyż mamy naprawdę
piękny Kraj, którego czasem nie doceniamy!!