wtorek, 22 września 2015

Na pewno powiedział to ktoś mądry....

Koniec jest dopiero początkiem!
Tak, te słowa nie są mojego autorstwa, ale bardzo trafnie prezentują ideę tegoż postu. Otóż jestem jedną nogą na Tym Szanownym Blogu, a drugą na Szanownym Angielkim Blogu. Rozdwojenie jaźni dało się ostatnio we znaki i tylko zaprzestanie (mniemam, że chwilowe) jednego z nich pozwoli w pełni cieszyć się dobrociami drugiego.
Dlatego na obecną chwilę zawieszam prosty i banalny język ojczysty (oczywiście z tą prostotą i banalnością przesadziłam, a moja dysleksja wychodzi zapewne w każdym zdaniu!) na rzecz języka użytkowego więszej części Świata --- czyli przerzucamy się na angielski.
Zapewne płynność przesłania w innym języku będzie początkowo zaawoluowana, ale postaram się tak podszkolić, by moje wywody nabrały większego szensu również po angielsku! Dlatego - żegnam Tutaj i Witam Poniżej!
Owocnej lektury:)

https://foto705.wordpress.com/



środa, 16 września 2015

Dwie strony bezsenności

Nie wiem, czy to alergia na podróże, ale po ostatniej przeprawie przez pola, lasy, góry i jeziora do Białegostoku, czuję się rozbita. Nos spać mi nie daje, gardło boli, mięśnie słabe. Drobna bezsenność natomiast mi się wyjątkowo przydała! Podjechałam nad morze - dzięki temu, że była 5:45 parkingi były niemal puste! Ale to nowość, niemal niespotykane w ciągle zatłoczonym Sopocie.
Na molo doszłam od Atelier, gdzie na plaży powstały pierwsze moje dzieła fotograficzne. Na molo natomiast próbowałaM oddać ciszę i spokój, które czułam (oprócz tego, że poczułam zapach kawy i nagle bardzo mi się jej zachciało!). Również podpatrzone sytuacje czyli:

> trzech mężczyzn "dzień po" (tak mi się wydaje... trzymali dużą butelkę wody wysokozmineralizowanej, czy na kaca?? :)) i trzy flagi.
> mewa lecąca prosto na mnie (aż "Ptaki" mi się przypomniały i niemal nie upuściłam aparatu!)
> symetria masztów łódek odbijająca się od tafli wody
> zdjęcia robione dwoma aparatami (nieraz "głupawka" poradzi sobie lepiej z nagłą sytuacją niż aparat manualny)

Z tego wszystkiego utopiłam w morzu chusteczki. Przepraszam za zaśmiecanie! Niestety chusteczki były mi niezbędne - mój niesłabnący katar nasilił się jeszcze bardziej nad morzem - dlatego bez nich niewiele mogłam dalej zdziałać.
Wróćiłam więc do domu, akurat na 7mą. Po wiadomościach (ach! Naprawdę nie wiem, co w tej Europie się dzieje.....) i jajecznicy (z cukinią, fetą i pietruszką) mogłam spokojnie oddać się pracy! Taki poranek z jednej strony mógł się skończyć źle (mogłam rzucać przekleństwami CZEMU nie mogę spać, a jednak wstałam mimo zmęczenia i nie żałuję!), ale zawsze jest druga strona medalu! Czyli widocznie tak miało być  bylebym mogła dzisiaj odespać..... :)


p.s. ja nie wiedziałam, ale jak kliknie się na zdjęcia, to się powiększają:) Mam nadzieję, że chociaż jedno mi wyszło dobrze! ;)














wtorek, 15 września 2015

20:00 September!

Godzina 20:00 w lato o tej porze byłam na spacerze przy blasku słońca. Dzisiaj natomiast o tej porze mogę się ogrzewać jedynie płomieniem świeczki. A jest to ogień naprawdę krzepiący! Niegdyś - ach, jakby to było lata świetlne temu! - metodą na medytację było właśnie skupienie wzroku na migoczącym płomieniu długiej świecy (a może nadal tę technikę się stosuje?). Niestety w moim przypadku nie odniosło to większego rezultatu. Co najwyżej - skończyło się zdmuchnięciem świecy z taką siłą, że wosk zalał półki od szafy i musiałam sprzątać po nieudanej "sesji medytacji".




Teraz żyję uważniej, nadal nie umiem medytować, ale rozkoszuję się chwilami w domu, kiedy to mogę oddać się moim pasjom: gotowaniu, fotografii i pisaniu. Wszystkie na raz zastosowałam teraz, gdyż: jem pyszne penne z suszonymi pomidorami, serem kozim i avocado, fotografuję remont budynków na zewnątrz (przepięknie oświetlone! Aż party chciałoby się tam urządzić!!) i piszę bloga. 
Niestety moja wielozadaniowość nie chce się schować w kąt, dlatego dzisiejszą wenę uważam za:
a) bardzo udaną kulinarnie
b) umiarkowanie udaną fotograficznie
c) trudno-ocenić udaną piśmienniczo!

Dzisiaj w jednym z liceów przerabiano Wesele - i nawet przebierano się "ludowo"! Takiej werwy szkole sopockiej niech zazdroszczą inne szkoły! :) Mała dygresja ,że - jak się chce, można nadchodzącą jesień przywitać radośnie i nie czekać tylko na jesienną depresję, bo jak będziemy czekać - to przyjdzie. Lepiej odgonić od siebie czarne myśli i z blaskiem świec w oczach, poddać się mijającym dniom! Nie jest to zawsze łatwe, ale możliwe! Polecam oddanie się swojemu hobby - chroni od Alzheimera, Parkinsona i depresji, czego chcieć więcej??!! ;)


Jednym słowem Natalia znalazła dzisiaj "lek na wszystko" i wszem i wobec ogłasza siebie jako kandydata do najbliższego Nobla z dziedziny szerokopojętej informacji ze świata!

poniedziałek, 14 września 2015

Spontany w cenie!

Weekendową eskapadę na Podlasie nie opatrzę żadnymi zdjęciami, gdyż chaotyczność ostatnich dni sprawiła, że zapomniałam aparatu. Niemniej mam nadzieje, że moje iście Tolkienowskie opisy (ok, trochę mniej soczyste, w języku polskim i - mam nadzieję - trochę mniej skomplikowane:)) oddadzą piękno miejsc, które miałam przyjemność zobaczyć.

Po męczącej podróży PKP na trasie Sopot-Białystok  (czy szanowne Państwo nie może chociaż zapewnić Warsu na tej długiej trasie??!!) marzyłam tylko o spacerze. 8 godzin w pozycji  na pół siedzącej na pół przyciśniętej barkiem Podróżnika zajmującego miejsce obok, robi swoje! Nawet paru godzin nie mogę wytrzymać w bezruchu, co dopiero całej trasy! Korytarze zajęte, więc o "spacerkach" nie było mowy. Pogoda niemniej wynagrodziła mi trudy i znoje podróży i zza chmur wyszło piękne, jesienne słonko. Dlatego z uśmiechem na ustach skierowałam się na starówkę w Białymstoku. Już powoli zaczynała być ona przystrajana na Dni Kultury Narodowej czy Spuścizny Europejskiej czy z jakiejś takiej okazji (którą bardzo popieram!!). Stoiska uginały się pod ciężarem sękaczy, kiszek ziemniaczanych i babek, co mój stargany pociągiem (i tylko suchym prowiantem - dziękuję Wujku za wołowinę suszoną, była jak znalazł!!:)) odczuł dobitnie i zasygnalizował, że trzeba pomyśleć o czymś ciepłym do jedzenia. Zwykle na miejsce posiłku w Białym wybierałam super restauracyjkę na uboczu, ale tym razem moją uwagę przykuł piękny lokal (lokowanie produktu konieczne!) Tokaj, serwujący węgierskie przysmaki! Naprawdę nie mogłam oderwać wzroku od karty menu, gdzie królowały - nietypowe dla nas - kasztany pod różnymi postaciami oraz ostre paprykowe gulasze. Na przystawkę zaserwowany został słony chleb z ostrą pastą paprykową - już ta zakąska sprawiła, że poczułam się jak w Hiszpanii! Tapasy do wina wskazane. Na pierwsze danie zamówiłam zupę rybną - nawet przepalone leczo podniebienia wileńszczaków stwierdziłyby że jest niezmiernie ostra. Ale również smaczna! Drugie danie zatem należało wybrać coś na contrario ostrości- i tak wybrałam przepysznie zrobioną kaczkę z fasolką, grzankami, orzechami włoskimi i kasztanami - było wyśmienite, następnym razem też wezmę! Na deser nie starczyło miejsca, ale następnym razem kasztany z rumem i bitą śmietaną będą moim pierwszym wyborem (po kaczce:D)! Oniemiała, zapragnęłam jechać na Węgry, skoro tak tam karmią!!! I do tego ceny nie takie złe (co do niektórych dań oczywiście:)). Tak pięknie zakończyłam piątek. Co działo się potem? Wytrącona długą jazdą i winem - nie pamiętam :)

Sobota również przywitała nas słońcem, dlatego skierowaliśmy się w plener. Na początku kawa w Białymstoku, a potem - Śliwno! Kto by przypuszczał, że będę pracowała kiedyś na tratwach! I jeszcze sama je (no dobra.... z pomocą;)) obsługiwała! Rewelacyjna sprawa, polecam wyprawę. Aż mnie żal ściska, że jednak nie mam z tego wyjątkowego miejsca fotografii, ale posilę się Google - przepraszam za użycie, ale trzeba to fotograficznie udokumentować! Takie widoki, super przeprawa i doborowe towarzystwo. A jeśli jechać wieczorem, można nawet zachód słońca w altance oglądać przy wtórze świergoczących ptaków i rechocie żab. Tę przyjemność zostawię sobie na następny raz!

http://www.ciekawepodlasie.pl/info.htm

http://parknarodowy.cba.pl/narwianski-park-narodowy/

Kto mówił, że w 1.5 dnia nie można zwiedzić chociaż trochę Podlasia, będąc z Trójmiasta, ten przegrał! Naprawdę jest to możliwe, czego dowodem jestem ja!


Zachęcam do krótkich krajoznawczych wypadów po Polsce, gdyż mamy naprawdę piękny Kraj, którego czasem nie doceniamy!!

wtorek, 8 września 2015

Przeprowadzki i zwiędłe słoneczniki

Niestety nie uniknęłam kolejnej przeprowadzki! A już myślałam, że przeszłam samą siebie z kartonami w czasie kursowania do Warszawy, a jednak można być lepszym! Nie spodziewałam się, że będę chciała ją przeprowadzić w tempie przyspieszonym- a jednak! Czyli przydźwiganie całej makulatury, która będzie stanowić czas wolny mojego najbliższego okresu (3 miesiące to minimum....). Nie wiem, jak pogodzę czytanie Tego z prowadzeniem bloga - zawsze to drugie będzie wygrywało walkowerem (jak i teraz!). Ach, chyba w swojej głowie referendum za i przeciw urządzę! Teraz to jest w modzie!

CV podrukowane, samochód wyczyszczony, więc mogłam od dzisiaj w pełnej klasie (może nie pełnej, bo w dżinsach:)) pojeździć po Gdańsku za ofertami. A myślałam, że to one za mną będą gonić! No nic... Widocznie jest jak w pewnej ważnej złotej myśli: W Polsce nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem! :D


Pozdrawiam serdecznie wśród usychających z tęsknoty za ciepłem, słoneczników! Oraz ze wspomnieniami niedzielnej wyprawy do Torunia i pysznej i romantycznej atmosfery w jednej z tamtejszych restauracji! (Gorąco polecam!). 




niedziela, 6 września 2015

Deszczowe, piękne dni!

Piękne, deszczowe dni skłoniły mnie ostatecznie do wydrukowania doktoratu - wszak i tak żadna aktywność podwórkowa nie wchodzi w grę. Sącząc hand-made kawę (ostatecznie Costa Caffe została w Warszawie) w trójmiejskim mieszkaniu, czułam się jak Maria Curie w piwnicy przygotowująca swoje "dzieci" (odkryte pierwiastki oczywiście:)).Przecież ona także zaczynała w warunkach dalece odbiegających od standardów europejskich! Ach, czułam się wyjątkowo widząc jak snopowiązałka wypluwa piękne kartki mojego doktoratu! Nawet przejrzałam kompletność, wyrzuciłam źle wydrukowane strony i w poniedziałek zaniosę do oprawienia! Pięknie zaczyna się wszystko układać:

a) wróciłam na stałe (jak na razie!) do Trójmiasta
b) oddam (mam nadzieję) we wtorek pracę
c) od wtorku zacznę (taki mam na razie plan:)) szukać pracy

Plan jest realizuję go powolutku i tylko czekam na cieplejsze, wrześniowe dni na zaczerpnięcie świeżego powietrza nad brzegiem morza!
           
                                                                             Życząc miłej niedzieli, pozdrawiam Was serdecznie!



wtorek, 1 września 2015

Hurra hurra dzisiaj.... 1wszy!

Dzisiaj pogoda rozpieszcza niesamowicie! Duszno, sucho, gorąco…. Ale bynajmniej nie zacznę od narzekania, więc proszę o wykreślenie powyższych sarkastycznych komentarzy.

Napisać chciałam odnośnie szkoły! Tak, niby 1.09.2015 nic dla mnie nie znaczy, ale dla tysięcy młodych adeptów to naprawdę wielki dzień! Ja poczułam to tylko pustkami w biurze (wszystkie matki i ojcowie na rozpoczęciu roku) i w kawiarni (z czego się cieszyłam, bo znów podwójną porcję dostałamJ. Dodatkowo nawet mi przydzielono pracę domową! Polegała ona na powspominaniu liceum. I – zważywszy na moją wybiórczą pamięć – okazało się, że naprawdę dużo wspomnień z czasów nastoletnich mam w głowie! Dzięki nim przypomniałam sobie, dlaczego jestem tak wielofunkcyjna! Wszak to od czasów liceum mobilizowana byłam do uczestnictwa we wszystkich akcjach typu: wymiana międzynarodowa (jeździłam, bo nie było wtedy lekcji!), ratowanie koni z rzezi (które następnie pomagały przy rehabilitacji dzieci), pisanie gazetki szkolnej (znów mogłam czasem się zwolnić z lekcji na potrzeby wywiadu czy drukowania!) i wszelkie olimpiady i konkursy (to na wiele mi się nie przydało, szczególnie olimpiady historyczne z DAT albo geograficzne….). 

Obecne badania naukowców (na pewno amerykańskich!) donoszą, że jednak wielofunkcyjność nie służy naszemu mózgowi i powinniśmy robić jedną rzecz na raz (a nie prasować, oglądać TV, pisać maile i tym podobne), ale ja i tak jestem wdzięczna mojej szkole za wszystko, co dzięki niej osiągnęłam!


Pracuję obecnie nad trzema dużymi przedsięwzięciami, udzielam się charytatywnie, dbam o zdrowie, ale najważniejsze – poświęcam się bliskim, gdyż to Oni mnie umacniają i dają poczucie misji na naszym ziemskim, obecnie bardzo przegrzanym, Padole! Za to im dziękuję z całego serca!